RSS
wtorek, 05 lipca 2011
po czym poznać Polaka na lotnisku?

po tym



23:03, anulina
Link Komentarze (3) »
środa, 15 czerwca 2011
policyjna rzeczywistość

weekend zapowiadał się znakomicie. na starych śmieciach w Poznaniu. w zarośniętym ogrodzie, wśród worów pełnych ciuchów do rozłożenia po szafach. sielanka. friday night. sąsiedzi zapraszają na jednego. czemu nie. dzieci się bawią. dorośli też, ino trochę inaczej. przyjeżdża do kompletu mój brat. ok 23 idę do domu położyć dzieci. padam na cycki ze zmęczenia i zasypiam. brat puka w szybę w nocy. spoglądam na zegarek. 1 w nocy. otwieram mu drzwi. wracam do łóżka

sobotni poranek. dzieci śpią. brat też. idę zająć się pelargoniami. podlać. poobcinać stare liście i kwiaty. sielanka. słońce. nagle zza drzew dostrzegam sąsiadkę, u której imprezowaliśmy

ja: przyjdę zaraz po swoje gary, bo obiadu nie mam w czym ugotować

sąsiadka: jesteś w domu?

ja: a czemu miałoby mnie nie być?

sąsiadka: bo nie ma twojego auta...

ja: że co?

sąsiadka: no, zobacz. nie ma. myślałam, że na zakupy od rana pojechałaś

patrzę i nie wierzę. w miejscu, gdzie stało moje auto jest pustka 

procedury policyjne w przypadku kradzieży auta są bardziej czasochłonne niż w przypadku zgonu (to cytat pochodzący od policjanta z wydziału przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu - on miał akurat dyżur)

na komendzie przesłuchuje mnie w sumie 3 policjantów. ten dyżurujący, następnie z wydziału kryminalnego, a potem z wydziału ds przestępczości zorganizowanej

dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy.  na przykład. musiałam opisać swoją ostatnią trasę. policja zlokalizowała, w których miejscach są kamery. sprawdzą czy nikt za mną nie jechał

połączenia telefoniczne, które wykonywałam będą sprawdzone... mogłam przecież zlecić kradzież

wraz z policjantami jeżdżę ok 40 minut po najbliższej okolicy. jeśli auto zgasło złodziejom to może gdzieś sobie stać. jeździmy też po okolicznych szachtach. tam ostatnio znaleziono skradzione z mojej ulicy tydzień temu (!) iveco...

wyposażenie policjantów, którzy mnie przesłuchiwali stanowiły zawsze: stare biurko, blok w kratkę i kalka. stan kalki był opłakany. oglądałam ją 'pod światło'. rozmawialiśmy o tej kalce. muszą ją 'szanować', bo nie wiadomo kiedy będzie nowy przydział

w przypadku przestępstw (a kradzież powyżej 250 zł to przestępstwo, do 250 zł to przywłaszczenie. zostałam pouczona, że jeśli już chciałabym kraść perfumy to muszę kraść te za 249,99 zł max ;) no więc w przypadku przestępstw robi sie tylko 2 kopie (czyli 1 kalka), ale już sprawy większego kalibru (zabójstwa, rozboje) wymagają 3 kopii (czyli 2 kalki). policjanci tych drugich nie lubią, bo więcej kalki idzie...

ludzie, to jest jakaś paranoja. a w telewizji jakaś partia kongres sobie robiła wtedy. światła, kamery, oklaski, bankiety. kasa podatników płynie szeroką rzeką tylko zawsze nie tam, gdzie powinna. kurwa


20:04, anulina
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 06 czerwca 2011
słownictwo... na poziomie

Michalinka (lat sześć i pół) szuka na 'jutjubie' piosenki o wężu, którą śpiewają w przedszkolu. nie może znaleźć. prosi mnie o pomoc. wklikuję sie gdzieś. zaczyna się jakaś piosenka

Michalinka: nie, to nie jest to

ja: poczekaj chwilę. może to tylko początek i za chwilę rozpoznasz

Michalinka: nie, to na pewno nie to

ja: dlaczego?

Michalinka: mamo, tamta w przedszkolu jest wesoła a ta jest zbyt MELANCHOLIJNA

ja: (zatkana)

Michalinka: (widzi zatkanie i chce mnie wybawić z kłopotu) no wiesz, melancholijna to taka powolna i smutna


22:14, anulina
Link Komentarze (1) »
czwartek, 26 maja 2011
matczyne cycki

siedzi my z Michem na tarasie. robi szyfrokrzyżówkę, a ja mu pomagam. jest gorąco. mam na sobie koszulkę na (poznańskich ;) naramkach, z lekkim dekoltem w karo. nachylam się nad Michem, żeby coś tam przeczytać

Micho: mamo...

ja: tak?

Micho: yyyy kawałek cycka ci widać...

ja: cycka?

Micho: no. jak się tak nachylasz, to widać ci kawałek cycka

ja: (spoglądam na 'problem') oj chyba przesadzasz, wygięłam się tak na bok i coś tam może widać ale bez przesady

Micho: mamo, to może się przebierz? bo wiesz, to jest trochę... niesmaczne



06:39, anulina
Link Komentarze (13) »
środa, 18 maja 2011
czy to jest grzech?

Michalina: mamo, a czy objadanie jest grzechem?

ja: objadanie no, jak się człowiek przejada, to tak

Michalina: mamo, ale ja pytam o OBJADYWANIE koleżanek!

:)
09:43, anulina
Link Komentarze (8) »
środa, 11 maja 2011
5th avenue

czyli szaleństwo zakupowe w szmateksie na zadupiu

parental advisory: explicit lyrics

ostrzeżenie: wulgarne słowa

jesli masz 18 lat i więcej czytaj spokojnie, jeśli mniej - i tak pewnie już gorsze rzeczy słyszałaś/eś

wiosna! ciepło i miło! czas zaszaleć! powariować! kasy nie mam, ale przecież pieniądze szczęścia nie dają, tylko zakupy! szybko przeliczyłam domowy budżet: kredyt na dom, dwie pożyczki na spłatę 'przeszłości', opiekunka, obiady Micha,przedszkole Michaliny, obiady moje w pracy (czy ja w ogóle muszę je jeść?), tv nie mam - ufff, internet - to zostawiam. w piramidzie potrzeb wg anny s. internet jest plasowany jako potrzeba podstawowa. a, jeszcze wycieczka Micha do wrocławia i Misi do kina, żarcie na co dzień. liczę i rachuję niczym najlepsza ksiegowa. jest mam wynik! 50 zeta mogę stracić. zmarnować. wydać na bzdety. na wszystko co chcę i o czy marzę! zaczynam sie cieszyć, że na zadupiu nie ma 5th avenue, bo parkingu bym nawet nie opłaciła. na zadupiu jest za to wielki szmateks. tak. zrobię sobie wypad i zaszaleję. odczekałam kilka dni, wszak oczekiwanie to połowa przyjemności. i wczoraj po pracy nareszcie tam pojechałam

szmateks wygląda jak wielka hala, ale ściany to musi mieć chyba grube na 5 metrów, bo zawsze jest tam mega zimno. wyziębia się przez nasze polskie półroczne zimy, potem powoli zaczyna sie nagrzewać i wtedy zima powraca

w szmateksie pracują dwie babeczki, które mają dwa główne zajęcia: golenie starych łachów, aby przywrócić je do życia oraz zwracanie uwagi klientom, że 'z wieszaczkami się odzież przynosi!'.

wchodzę i rozglądam się celem rychłego wpadnięcia w zakupowe szaleństwo. w związku z tym zapuszczam się wgłąb hali. mój wzrok przyciąga niebieska bluzeczka. staję i oglądam ją wnikliwie kiedy to zza uchylonych drzwi obok dochodzi mnie głos

właściciel szmateksu (w telefon pewnie): co ty se kurwa jaja robisz kurwa?!

interlokutor: (mówi coś)

właściciel szmateksu: twoje jutro było już tydzień temu kurwa! połowa maja a ja tutaj kurwa futra mam kurwa!

interlokutor: (mówi coś)

właściciel szmateksu: nie pierdol mi bo już to kurwa słyszałem!

interlokutor: (mówi coś)

właściciel szmateksu: jutro kurwa albo kurwa inaczej będziemy rozmawiac kurwa!

pewnie się rozłączył, bo rozmowa zniknęła

wracam do oglądania bluzeczki. 8 zeta. mogę szaleć dalej. najpierw jednak postanawiam odłożyć bluzeczkę paniom na ladę. podchodzę, kładę (grzecznie, z wieszaczkiem!) i znikam między wieszakami przy wejściu

do przybytku wchodzi dryblas w stylowym grubym złotym naszyjniku. zaczyna miłą rozmowę z paniami sprzedającymi, które wyraźnie ożywiają się na jego widok, przestają golić i liczyć wieszaczki

dryblas: cześć dziewczynki

1 pani: cześć Mariuszek, co tam?

dryblas: ej, dziewczynki, a co wy tak poubierane w kożuchy?

2 pani: a berger tu, Mariuszek, berger

dryblas: gorąco dzisiaj, wyjdźcie trochę z tej nory

1 pani: no jak, szefu jest przecież hi hi

2 pani: a co? na loda chcesz nas zaprosić? (uśmiecha sie figlarnie)

dryblas: Ewcia, tera to tylko na zimnego cie moge zaprosić. jak zdejmiesz kurteczkę to może i ciepły będzie

hahają wszyscy wesoło. jak miło i pięknie płynie ten dzień!


14:16, anulina
Link Komentarze (9) »
środa, 04 maja 2011
jak wyczyścić klinkier?

tytuł jest przewrotny, gdyż będzie o tym w jaki sposób NIE czyścić klinkieru...

pewnego dnia zapowiedział się właściciel domu, w którym mieszkamy. tak, ten dziadyga

właściciel: pani aniu, tutaj, ten klinkierek, trzeba by wyczyścić (na elewacji budynku, tuż przy ziemi jest klinkierowy murek)

ja: mhm

właściciel: jasny klinkierek jest bardzo efektowny, ale trzeba po zimie trochę się nim zająć...

ja: mhm

właściciel: należałoby go wyczyścić...

ja: mhm

właściciel: są takie specjalne środki do czyszczenia klinkieru

ja: mhm

właściciel: nie mogą zawierać grubych cząstek ściernych

ja: (ileż można pieprzyć o klinkierze?)

właściciel: warto zainwestować parę złotych w profesjonalny środek czyszczący

ja: (człowieku, ja mam inwestować w TWÓJ klinkierek?? ja się za miesiąc stąd wynoszę!) tak, tak. dobrze. oczywiście. klinkierek będzie wyczyszczony profesjonalnym środkiem

następnego dnia po pracy wybrałam się do okolicznego sklepu wielobranżowego o wdzięcznej nazwie ALF

ja: poproszę jakiś środek ścierny do porządnego czyszczenia

sprzedawczyni: a co pani chce czyścić?

ja: nieważne. ma dobrze ścierać

sprzedawczyni: proponuję pastę SAM

ja: (podskakuję z wrażenia. pasta SAM? ta sama, którą za komuny szorowałam wanne i zlewy?)

sprzedawczyni: (podaje pastę, oto ona)




ja: tak! pamiętam tę pastę! stary, komunistyczny produkt. że też jeszcze istnieje! myślałam, że zniknęła tak jak prusakolep i pumeks fluorescencyjny firmy pulokolor!

sprzedawczyni: że słucham? to ma być czy nie?

ja: tak, poproszę

sprzedawczyni: dwa czterdzieści

ja: (ależ korzystny zakup!)

przybywszy do domu natychmiast zabrałam się za czyszczenie klinkierku specjalnym, profesjonalnym środkiem za całe dwa złote i czterdzieści groszy

wieczorem, kiedy dzieci jadły na kolację makaron z masłem i cukrem (cóż to za dziwne wielkopolskie połączenie!) wyguglałam, że klinkier najlepiej czyścić środkiem X 

i jak tylko ten dziadyga tu przyjdzie, poinformuję go uprzejmie: panie witku, klinkierek wycacany profesjonalnym czyściwem do klinkierku. zainwestowałam w pana murek i zapewne będzie cieszył pana oczy jeszcze wiele lat

a pasta SAM mrugnie do mnie z kuchennej szafki





18:29, anulina
Link Komentarze (10) »
środa, 27 kwietnia 2011
Trylogia Millennium Stieg Larsson

zauważyłam akcję 'biblioteka blogera' i postanowiłam spontanicznie się włączyć, bo akurat skończyłam słuchanie trzeciej części trylogii Millennium

powiem tak. jeśli ktoś was namawia do przeczytania książki pt 'Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet', a was zniechęca już sam tytuł, ponadto nie przepadacie za kryminałami czy thrillerami - to zamiast zignorować polecającego - natychmiast udajcie się do księgarni po tę książkę!

dziś skończyłam czytać (tj. słuchać gdyż korzystam z dobrodziejst audiobooków) ostatnią część ('Zamek z piasku, który runął), łażę z tą książką w głowie. dawno mi sie to nie zdarzyło

poniżej refleksje

- bardzo bardzo żałuję, że autor książek już nie żyje... to naprawdę niepowetowana strata dla czytelników... 

- bohaterów tych książek po prostu chce się spotkać 'w realu'. ja wręcz mam nadzieję, że Mikael Blomkvist istnieje naprawdę i będzie demaskował spiski i zwalczał nieprawość!

- Lizbeth Salander jest niesamowita i liczę na to, że jej pierwowzorem była jakaś 'prawdziwa' hakerka z krwi i kości!

- ta książka jest jak saga. każdego swojego bohatera autor traktuje z uwagą i pieczołowitością. narracja Larssona to majstersztyk

-  czytanie trylogii Millenium można porównać do zjazdu czarną, ciemną rurą w aquaparku. lecisz szybko, spodziewasz się nagłego zakrętu w prawo, a rzuca cię w lewo...

- jest nadzieja! nadzieja, że kiedyś poznamy czwartą część całej historii. otóż konkubina Larssona jest w posiadaniu jego laptopa, w którym znajduje się 200 stron czwartej części oraz konspekt całości... sprawa jest skomplikowana, bo prawa autorskie wg prawa szwedzkiego przeszły na ojca Larssona - konkubina była tylko konkubiną, bez prawa do dziedziczenia. szczegóły znajdziecie na wikipedii

jeśli jeszcze nie przeczytaliście tych książek to naprzód marsz! nie pożałujecie! ja rozglądam się mocno dookoła i szukam Mikaela i Lizbeth. i niechże ta konkubina znajdzie sposób na publikacje czwartej części, bo ja czekam...




piątek, 22 kwietnia 2011
sytuacje (przedświąteczne)

mam te przypadłość, że przytrafiają mi sie często zabawne sytuacje. zupełnie znienacka. ot, choćby dziś w markecie w ferworze świątecznych zakupów miałam dwie :)

pierwsza

wybieram marchew na sałatkę. obok mnie sympatyczny dziadek też szpera zawzięcie w koszu z marchwią

dziadek: pani do sałatki wybiera?

ja: tak

dziadek: najlepsze są te mniejsze, są słodsze. sałatka będzie lepsza

ja: ok, dziękuję za radę (i wybieram mniejsze)

dziadek: ziemniaczki niech pani też weźmie mniejsze

ja: mam ziemniaczki od taty, takie z pola

dziadek: o! to bardzo dobrze! a naturalnym nawozem były podsypywane?

ja: no szczegółów nie znam. ale zapewniam pana, że są z prawdziwego pola a nie z chińskiego kontenera

dziadek: to świetnie. a czy daje pani do sałatki troche dobrej oliwy?

ja: oliwy? nie, nie daję

dziadek: to proszę dać trochę. i nie mieszać za mocno. będzie pyszna

ja: (rozrzewniona naprawdę poradami dziadka dziękuję mu i życzymy sobie wesołych świąt)


druga

z pełnym koszykiem stoję w kolejce do kasy. w kolejce obok stoi chłopak. rozmawia przez telefon. chciał nie chciał słyszę rozmowę

chłopak: (do słuchawki) nie musisz sie mnie pytać o takie rzeczy. mówiłem ci już

rozmówczyni: (wnioskuję, że to ona, mówi coś do niego)

chłopak: to jest naprawdę nieistotne, możesz decydować sama

rozmówczyni: (mówi coś)

chłopak: (patrząc na mnie) no dobrze (i mierzy mnie od dołu i opisuje mój strój) możesz ubrać czarne sportowe buty, białe lekkie spodnie, czarną pokoszulkę i na to białą bluzę

ja: (słucham zdezorientowana)

chłopak: (dalej do słuchawki, patrząc na mnie) czarne, duże okulary przeciwsłoneczne. aaaa... i jeszcze mogłabyś być blondyną. pa (rozłącza się i uśmiecha się do mnie szelmowsko)

ja: (robię krok w stronę chłopaka i mówię cicho) na jej miejscu kopnęłabym cię w dupę

chłopak: (dalej się uśmiechając) mam nadzieję, że w końcu to zrobi



11:52, anulina
Link Komentarze (5) »
wtorek, 19 kwietnia 2011
Poczta Polska czasem zaskakuje...

hey czytacze drodzy! za waszą cenną radą w komentarzach do poprzedniej noty, napisałam skargę na pracowników poczty polskiej w mojej wsi. wczoraj dostałam odpowiedź. wklejam poniżej

Pani 
Anna ---------
anulina@gazeta.pl  

Nasz znak:        CP/DK-051/2020/2011
Data:                  18 kwietnia 2011 roku
Sprawa: zawiadomienie o rozpatrzeniu skargi. 

Na podstawie art. 223 Kodeksu postępowania administracyjnego ( Dz. U. z 2000 r. Nr 98 poz. 1071) 
i rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 stycznia 2002 r. w sprawie organizacji przyjmowania 
i rozpatrywania skarg i wniosków (Dz. U. z 2002 r. Nr 5 poz. 46), Centrum Poczty w Warszawie uprzejmie informuje, że Pani wystąpienie z dnia 04.04.2011 r., zostało rozpatrzone.

Uprzejmie informujemy, że ze względu na charakter przedstawionego zarzutu, służby kontroli wewnętrznej Poczty Polskiej S.A. przeprowadziły postępowanie wyjaśniające w zakresie okoliczności towarzyszących zgłoszonej sprawie.
W jego wyniku potwierdzono, że w dniu  30.03.2011 r., pracownik Urzędu Pocztowego w ----------------- utrudniał Pani wydanie przesyłki rejestrowanej o nr 005590077315244390. Stwierdzamy, iż postępowanie pracownika było niezgodne z obowiązującymi przepisami w tym zakresie.

Za problemy związane z przedmiotową sprawą serdecznie Panią przepraszamy. Zapewniamy, iż w tym zakresie zostanie przeprowadzony dodatkowy instruktaż pracowników w/w UP. 
Zdajemy sobie sprawę, że opisane zdarzenie negatywnie wpłynęło na Pani opinię o jakości świadczonych usług. Rozumiejąc w pełni Pani niezadowolenie Centrala Centrum Poczty jeszcze raz uprzejmie przeprasza za kłopoty i niedogodności związane z zaistniałym zdarzeniem. Wierzymy jednocześnie, iż dalsze kontakty z Pocztą Polską S.A. przebiegać będą bez zastrzeżeń. 
 Z poważaniem
z up. Dyrektora Centrum Poczty
Kierownik Wydziału Kontroli
Krzysztof Piorunek



Do wiadomości:
Poczta Polska S.A. Centrala
Biuro Kontroli i Audytu Wewnętrznego
BKAW-052/1976/2011

                                                          
aż miło na serduszku, nie :D

22:51, anulina
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl