RSS
sobota, 05 listopada 2011
jak się robi dzieci?
temat wraca jak bumerang. wczoraj Micho z kolegą (obaj po 11 lat) oglądali jakiś film w necie. nie miał nic wspólnego z robieniem dzieci, ale jakoś im zeszło na te tematy. Micho przybiega do mnie

Micho: (z wypiekami) mamo! a Tomek wie jak się robi dzieci! miał to w szkole!

(Tomek mieszka obok, jest raczej spokojny, grzeczny i cichy)

ja: tak? a jak się robi?

Michał: mamo, powiem teraz to, co powiedział Tomek, dobra?

(Micho wie, że nie może używać brzydkich słów nawet cytując kolegów)

ja: dobra

Micho: (podekscytowany) trzeba włożyć kutasa w cipę...

ja: chodź, zapytamy Tomka (został w pokoju obok przy komputerze) czy pani w szkole tak powiedziała

idziemy

ja: Tomku, a pani wam tak w szkole powiedziała?

Tomek: tak

ja: i użyła tych słów?

Tomek: no... nie

ja: a jakich użyła?

Tomek: no nie pamiętam... ale o to chodziło!

Micho: Tomek, ale w szkole o tym mieliście?

Tomek: tak, w IV klasie. na lekcji

Micho: (po chwili) mamo... wiesz co się mogło stać??

ja: co?

Micho: (podłamany) mamo, ja mogłem opuścić tą lekcję! bo to było w IV klasie! mamo, i co teraz? co będzie jak będę chciał mieć dzieci?! jak ja to zrobię??





Micho: (z niedowierzaniem)


16:40, anulina
Link Komentarze (3) »
środa, 19 października 2011
plenić se


Michalina: mamo, czy ja plenię się?

ja: plenisz się? nie rozumiem...

Michalina: no czy plęnię se?

ja: Michalinka, o co chodzi?

Michalina: (zniecierpliwiona max) mamo, czy ja mówię niewyraźnie?

ja: (głupieję) nie. mówisz bardzo wyraźnie

Michalina: (wnioskuje) dobrze. czyli nie plenię se



18:44, anulina
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 października 2011
wakat

szukam profesjonalnego odpowiadacza/odpowiadaczki. przykładowe pytania poniżej. pytanie uznaje się za wyczerpująco odpowiedziane w momencie kiedy kompletnie znikają wszelkie pytania dodatkowe, z pierwszym pytaniem związane. list pytań z dzisiaj


Michalina: mamo, a pasowanie w szkole robi się pasem? ja nie chcę, bo to będzie boleć tak?

Micho: mamo, a seks uprawia się na golasa? co się w ogóle robi? tak jęczy? i to jest fajne?

Michalina: mamo, a możesz obiecać że już nigdy nikogo nie urodzisz?

Micho: mamo, a normalne kobiety to mają mężów. poszukasz sobie?

Michalina: mamo, a jak się pocałowałam z Dominikiem to znaczy że się zakochaliśmy?

Micho: mamo, a jak sie ma mierny to sie zda do następnej klasy to dlaczego ja muszę mieć minimum czwórki?

Michalina: mamo, zamiast jeździc do pracy, możemy razem chodzić tylko do bankomatu w sobote? tam są pieniądze, a z pracy nigdy pieniędzy nie przywozisz

Micho: mamo, a ty na pewno mnie urodziłaś? skąd mam to wiedzieć na 100 procent?



22:24, anulina
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 05 września 2011
mamo chcę pieska!
czyli o tym jak sprytnie zadziałać, żeby pieska dzieciom się odechciało...

a wzięło moje dzieciaki ostro. codziennie dwie babeczki przechodzą obok nas ze swoimi pieskami, dwójka dzieci na osiedlu też ma pieski i wieczorami czasem z nimi chodzą. moje dzieci przybiegły pewnego dnia i oznajmiły

dzieci: mamo! chcemy pieska!

taaa jasne, pomyślałam, ale odpowiedzi w stylu 'żadnego pieska' czy 'wybijcie sobie z głowy, mam i tak za dużo obowiązków' - nie wchodziły w grę. temat należało rozegrać strategicznie, czyli tak żeby przez długi czas mieć spokój

ja: dobrze. dostaniecie pieska

dzieci: (karp)

ja: w niedziele pojedziemy do schroniska obejrzeć pieski. jest jeden warunek - piesek musi być mały

dzieci: (bez reakcji, taki warunek są oczywiście w stanie zaakceptować, byle mieć pieska)

niedziela. w aucie. jedziemy do schroniska

ja: oczywiście wiecie, że z pieskiem trzeba wychodzić na spacery

dzieci: super! właśnie chcemy wychodzić!

ja: codzienne do szkoły wstajecie 6.30. jak będzie piesek jedno z was musi wstać 6.15 i wyjść z pieskiem

Micho: (po chwili) ale Michalina jest chyba za mała, żeby iść sama? to ja będę musiał wychodzić o 6.15 sam?

ja: przez rok, dwa, tak. potem Michalina będzie mogła chodzić sama. będziecie chodzić na zmianę

Micho: nie! Michalina też musi wstawać i iść ze mną!

ja: (sprawy idą we właściwym kierunku - myślę sobie)

Michalina: Michał, to jest dla mnie za wcześnie!

ja: (zjeżdżam na pobocze) słuchajcie, jeszcze pieska nie ma a wy JUŻ się kłócicie??

Michał: (markotnie) dobra... to przez dwa lata będę chodził sam... a potem na zmianę z Michaliną

ja: to dogadane rozumiem? (i ruszam dalej. z tyłu w aucie cisza)

w schoronisku jak zwykle przygnębiająco. dzieci spodziewały się zupełnie czegoś innego. biedne psy hałasują, biegają w małych klatkach, różami nie pachnie... po 15 minutach oglądania psów dzieci mają dosyć. słońce pali, psy szczekają, mamo wracamy do domu

jedziemy z powrotem. dzieci jakieś przygaszone

ja: dobrze. to od jutra zaczynamy ćwiczenia pod tytułem 'spacer z pieskiem'

dzieci: ???

ja: budzę Michała 6.15. Michał się ubiera i idzie ścieżką na pole, robi kółko i wraca

Michał: ja???

ja: no przecież przez dwa lata ty będziesz chodził

Michał: (już zupełnie podłamany) no dobra...

ja: ćwiczymy dwa tygodnie. potem kolejne dwa tygodnie w zimie

Michał: w zimie??

ja: no, w zimie też trzeba wychodzić z psem. jeśli teraz dwa tygodnie będziesz wstawał bez szemrania i podobnie w zimie to jedziemy do schroniska i już wybierzecie sobie pieska

dzieci: (nic)

przyjeżdżamy do domu. temat pieska umiera śmiercią naturalną






10:48, anulina
Link Komentarze (27) »
piątek, 26 sierpnia 2011
niepolityczne metody wychowawcze

jak ogólnie wiadomo lubimy wpadać ze skrajności w skrajność. kiedyś w szkołach lano nas po łapach linijkami po legalu, a teraz za klapsa można pójść siedzieć. moje dzieci są mocno uświadomione w tej kwestii. w szkołach i przedszkolu wychowawcy informują, że jeśli mama albo tata albo ktokolwiek inny cie uderzy, to możesz zadzwonić na 112 i zgłosić. ja naprawdę wszystko rozumiem, ale momentami durnoctwo nie zna granic

kiedyś Micho przyszedł ze szkoły i oznajmił Michalinie

Micho: jeśli mama nas uderzy, to zadzwonimy na policję

ja: (układałam akurat ciuchy w szafie) super! (zareagowałam zadowolona) dzwońcie. przyjedzie policja, mamie kajdanki, a wy zostajecie same

dzieci: (oczy wielkie, jak to?)

ja: tak, tak. mama pójdzie do więzienia i wreszcie sobie wypocznie. a te łachy będziecie sobie same prać, prasować i układać w szafeczkach

Micho:  (niepewnie, z nadzieją) a może policja... tylko mandat ci da...

ja: wtedy zapomnij o wyjściach na basen czy do kina. kasa pójdzie na mandat

temat sie skończył, nie było co prawda międzyczasie żadnego lania ale na policję w razie wu odechciało im sie dzwonić

teraz mają nową opiekunkę. ciocia Halinka jest naprawdę kochana, gotuje im pyszne obiady, dopilnowuje, szafa gra. z posłuchem jest jednak gorzej. ciocia prosi, żeby Micho mokre skarpetki po zabawie w ogrodzie do pralni zniósł, słyszy 'później' czyli nigdy. Michalina ma sandały z góry do przedsionka znieść - 'później' czyli wcale. i tak uzbierał się wór 'później, potem, zaraz' itp. w końcu wczoraj spisałam zasadę, bo ileż można gadać

ciocia zawsze prosi raz, a potem, jeśli zadanie niewykonane w notatniku pisze imię i kreseczkę. ile kreseczek, tyle pasów na tyłek jak mama wróci z pracy

zasada zawisła na lodówce wczoraj wieczorem. przy kolacji była mocno komentowana. Michalina czytała ją z 50 razy, miałam ubaw bo bez mlecznych jedynek wygląda teraz naprawdę rozkosznie, a jej zainteresowanie zasadą rozbawiało mnie do łez. zachowywałam jednak należytą powagę. w końcu zjadły kolację i wyszły z kuchni. Michalina wraca po chwili

Michalina: (rozbrajająco, poważnie i merytorycznie) mamo, a jeśli uzbieram na przykład pięć kreseczek jednego dnia to czy mogę zamienić pięć razy pasem na raz kablem?

dla nadgorliwych zaznaczam, że nigdy nie biłam dzieci kablem! opowiadałam im tylko, ze sama raz kiedyś przez dupę od mamy kablem dostałam za powrót do domu o godz. 24 w wieku lat 13, bo bawiłam się w piwnicy w najlepsze, a już prawie policja zaczęła mnie szukać ;)





18:00, anulina
Link Komentarze (14) »
wtorek, 09 sierpnia 2011
ważki temat

ok, wiem. powoli przemieniam sie w faceta. niektóre kobiece cechy cały czas mnie jednak prześladują... na widok żuków z pancerzami i ważek - mam ciary na plerach

pewnego pięknego wieczoru siedzę sobie na kanapie i czytam. kątem oka zauważam obok łóżka, na dywanie, ogromną ważkę... schodzę z kanapy tak, aby być jak najdalej od potwora jednocześnie nie spuszczając go z oczu. idę na dół po zimowe buty, bo klapkiem na taką ważkę nie da rady. przynoszę buciora, przyjmuję pozycję tj. stoję jak najdalej od ważki i buciorem zdzielam ją cztery razy z całej siły. ciary mam nawet w mózgu. ważka zdaje się nie zauważać masakry. wygląda tak samo, ot siedzi teraz głębiej w kłakach dywanu

nazajutrz jadę do rodziców po Micha, którego wzięli na wakacje do siebie na dwa tygodnie (Michalinę zabrała ex-opiekunka na wakacje do siebie). w moich rodziców opowiadam traumę. Micho coś robi, ale oczywiście wszystko słyszy

Micho: mamo, a ta ważka taka zielona?

ja: mhm... taka zielono-czarna... ohyda, mówię ci

Micho: a taka długa? (pyta i pokazuje palcami)

ja: no, taka długa

Micho: aaaa to jest ta plastikowa ważka od Tomka. zamieniłem się z nim. ja mu dałem hot wheelsa, a on mi tą ważkę

ja: ????

Micho: ale jak prawdziwa wygląda, nie?

 
21:05, anulina
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
przemyślenia różne

kwadratowe i podłużne

jadę sobie dziś do domu z pracy. jadę zawsze ok 1 godziny i mam czas na różnorakie przemyślenia. przypomina mi się moja siostra kilkanaście lat temu. nie wiem jaki tok rozumowania doprowadził mnie do tych przemyśleń. chyba Michalina --> jej opiekunka i doszłam do czasów kiedy moja (teraz 19 letnia) siostra miała lat kilka. mieszkaliśmy w spokojnym mieście koszalinie 'na osiedlu w bloku'. nie było to jednak osiedle typu poznańskie rataje, ale spokojne małe osiedle, kilkanaście niskich bloków. moja siostra miała opiekunke - w naszej klatce, dwa piętra niżej. babka miała z 60 lat i w dwóch pokojach mieszkała razem ze:

1. swoją córką
2. jej mężęm
3. wnuczką
4. wnuczkiem
5. jeszcze jednym wnuczkiem
6. dziewczyną tego drugiego wnuczka
7. prawnuczkiem tj. dzieckiem drugiego wnuczka i jego dziewczyny

plus ona czyli było 8 osób na 50 m2. dwa pokoje podzielone były różnymi segmentami na 4 pokoje. w ciągu tygodnia wszyscy byli w pracy i szkole, w mieszkaniu przebywało 'tylko' prawnuczę ze swoją bezrobotna kilkunastoletnią matką i babcia 'pracująca' - tj. opiekująca się moją siostrą. rodzina była 'spokojna', chociaż pan domu lubił wypić. dobrzy ludzie, raczej nie górnolotni. zamiast kurczę mówili kurwa, zamiast idź sobie - spierdalaj. nie było wrzasków ani krzyków, ot 'kurwa, ale sie dziś w pracy zjechałem' czy 'no wypierdalaj już do kąpieli' - powiedziane z autentyczną miłością. nota bene moja siostra bardzo lubiła tam przebywać, przyszywana babcia świetnie gotowała, a schodzący się po pracy domownicy traktowali ją jak swoją

pewnego dnia moja siostra, a miała lat max pięć, próbowała zasznurować tenisówki. aby to zrobić musiała najpierw wcelować agletem (znacie to słowo? ja z bajki oglądanej z dziećmi się nauczyłam ;) no więc musiała wcelować agletem w dziurkę w bucie. siedzi sobie na środku przedpokoju i mozolnie próbuje.
podchodzi do niej tata

tata: co robisz?

moja siostra: śnuruje

tata: pomogę ci

moja siostra: (ze stoickim spokojem, próbując trafic w dziurkę, nie patrząc nawet na tatę) tata, siama. siedalaj




21:52, anulina
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 lipca 2011
segregacja i transfer informacji


segregacja


segregujemy śmieci. dzieci zawsze wiedzą gdzie są pojemniki na szkło, plastik, papier i kompost. wrzucają wszystko tam, gdzie trzeba. czasem Michalina zapyta: mamo, a to jest plastik? nauczam co jest co i śmieci są posegregowane. uważam, że każdy musi swoje ziarenko do ekologii dokładać i nie znoszę tekstu: co z tego, że ja segreguję skoro inni nie? jestem przekonana, że możemy zmienić świat jeśli każdy będzie ekologiczny na swoim małym podwórku. koniec rozglądania się na innych. pilnujmy siebie. milion małych zmian robi zmianę wielką

w naszym wreszcie domu dołożyłam w kuchni szafkę i tam wstawiłam pojemniki na recycling. zanim powiedziałam o zmianie dzieciom Michalina weszła do kuchni ze stosem papierów. rozgląda się, patrzy w miejsce gdzie dotychczas stały pojemniki

Michalina: (zaniepokojona) mamo... czy my... (oburzenie pojawia się w głosie) czy my już NIE SEGREGUJEMY?


transfer informacji


Michalina siedzi na fejsie (tak, tak. czat na fejsie to dla niej normalka). Michał umówił sie na forum z kolegą. ja ryję w ogródku

przychodzi Michał

Michał: mamo, ja bym chciał na chwilę przejąc kompa. muszę powiedzieć Patrykowi, że teraz Michalina siedzi a ja będę wieczorem na forum

ja: idź powiedz, żeby na moment przerwała swoje sprawy. tylko grzecznie i spokojnie. nie wyganiaj jej, bo zaraz będzie awantura. ona dopiero siadła

z reguły w momencie zamiany przy kompie jest szarpanina. ten siedzący chce jeszcze 'coś skończyć', a ten przejmujący jak najszybciej wygonić siedzącego

przypadkiem idę za Michem do domu. wchodzi na górę i słyszę rozmowę

Michał: Michalina, pamiętasz? w zamrażarce jest twój wodny lód...

Michalina: tak! dziś nie mam kary i mogę go zjeść! (chce po niego iść, ale boi się zwolnić miejsce przed kompem bo Michał zaraz jej zajmie)

Michał: słuchaj, mama powiedziała ze możesz teraz zjeść tego loda...

Michalina: (bojąc się oderwać tyłek od obrotowego krzesła) przyniesiesz mi?

Michał: mama powiedziała, że musisz go całego zjeść w kuchni


Michalina idzie jeść loda, a Michał ma swoje chytrze wyrwane 5 minut przed kompem ;)


08:00, anulina
Link Komentarze (7) »
sobota, 16 lipca 2011
rzucam urok

sobota. wracam od znajomej. po drodze wlatuje do makdrajwa, aby chwycić coś w paszczę, bo za chwilę jadę dalej

zajeżdzam do maka po drodze. plac jest prawie pusty. przejeżdżam kawałek pod prąd i staję pod makdrajwowym okienkiem. pan z okienka obserwował mnie już kiedy wykonywałam niedozwolony manewr. ma z 20 lat i minę obrażonego na cały świat

ja: poproszę wrapa z kurczakiem

pan: zamówienie składamy do mikrofonu wcześniej. proszę objechać

ja: nie może pan przyjąć zamówienia tutaj?

pan: (jest obrażony i chyba żałuje, że nie może mi wlepić mandatu za te 5 metrów pod prąd)

objeżdżam i słyszę w mikrofonie głos tego samego pana: słucham? 

ja:o to pan! nie mógł pan przyjać mojego zamówienia 2 metry dalej?

pan: słucham, co ma być?

ja: to samo czyli wrap z kurczakiem

pan: prosze podjechać do okienka

ja: (podjeżdżam w miejsce, w którym byłam przed momentem i obdarzam pana wrednym spojrzeniem)

pan: dziewięć złotych

ja: (płacę i na odjezdnym do kolejnego okienka rzucam urok) oby pan pracował tutaj do końca życia!


moje uroki działają więc mu współczuję


 
20:54, anulina
Link Komentarze (9) »
sobota, 09 lipca 2011
podryw na węgorza

wieczór. wiadomość od brata

brat: jaki sms wysłać do laski, która mi sie podoba? musi być coś oryginalnego

ja: zaproś ją na kawę

brat: nie żartuj. oryginalnego było

ja: dobra. napisz że węgorze mają narząd z boku ciała, który pozwala im zlokalizować zbiornik wodny, który znajduje się w odległości nawet kilkunastu kilometrów

po 10 minutach

ja: napisałeś?

brat: tak, ale trochę zmodyfikowałem

ja: ?

brat: napisałem, że nie węgorz tylko ja, mam narząd który potrafi zlokalizować nie zbiornik wodny a fajne cycki z odległości nie kilkunastu, a kilkudziesięciu kilometrów


11:45, anulina
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl