RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
woda toaletowa
Michalina dostała od wróżki zębuszki perfumy

Michalina: Michał, ty nie możesz używać moich perfum

Michał: (bierze do rąk perfumy) to jest woda toaletowa

Michalina: dureń

Michał: cie robił (to jest teraz chodzący tekst...)

Michalina: (wrzeszczy) mamo!!!!

ja: co jest?

Michalina: mamo, a Michał mówi że moje perfumy to woda z kibla!


19:36, anulina
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 kwietnia 2012
zaczyna się

Michalina: mamo, wiesz który to jest ten Mikołaj z mojej klasy?

ja: nie

Michalina: mamo, no wiesz, ten Mikołaj

ja: nie wiem

Michalina: nieważne. mamo, on jest bardzo fajny

ja: to super

Michalina: mamo, ja go bardzo lubię

ja: to dobrze

Michalina: on mnie też!

ja: świetnie się składa. ty go lubisz i on cie lubi

Michalina: mamo, musze ci cos powiedzieć, ale na ucho

ja: tak?

Michalina: mamo...

ja: no?

Michalina: mamo, on jest chyba moim chłopakiem...

ja: (???)

Michalina: i jeszcze coś mamo...

ja: tak?

Michalina: ja bym chciała z nim mieszkać...

ja: (nieeeeeeee)

Michalina: mogę mamo??

ja: oczywiście

Michalina: kiedy? już możemy?

ja: jak tylko zaczniesz zarabiać swoje pieniądze to możesz mieszkać z Mikołajem

Michalina: to super! (i leci do swojego tornistra, wyciąga coś) mamo zobacz... to jest rysunek Mikołaja... (rozmydlona) pięknie rysuje, nie?



ja chyba zwariuję i na łeb dostanę...


21:03, anulina
Link Komentarze (1) »
środa, 21 marca 2012
dowody zbrodni

na poznańskim świerczewie

w weekend dzieciaki latały koło domu. mieszkamy w pobliżu tzw. szacht. dzieciaki mogą latać 'do pierwszej górki'. potem jest druga górka, a potem stawy

prasuję sobie spokojnie jako przykładowa weekendowa kura domowa. nagle wpada Micho

Micho: mamo! mamo! chodź szybko!

ja: co sie stało??

Micho: mamo! znaleźliśmy torebke! i leki! i bielizne! i portfel!

ja: gdzie znaleźliście?

Micho: na szachtach. chodź szybko!

lecimy na szachty. za górką leży czarna torebka, jakieś leki, stanik, majtki i portfel. dzwonię na policję. pani każe mi otworzyć portfel i poszukać dowodu osobistego. już oczami wyobraźni widzę moje odciski palców stwierdzone na portfelu. wewnątrz nie ma dowodu. jest imienne zaświadczenie z urzędu pracy. zdjęcia. rybie łuski i guzik...

pani: proszę ten portfel odwieźć na najbliższą komendę policji

ja: słucham? nigdzie nie jadę. zgłaszam znalezisko jako porządny obywatel. odkładam portfel na miejsce i idę do domu

po chwili telefon

pani: proszę zabezpieczyć miejsce i przedmioty do czasu przyjazdu policji

zabezpieczam tj łażę sobie dookoła. Micho poleciał na uliczkę, żeby poczekać tam na policję i doprowadzić ich na miejsce zdarzenia

Michalina ogląda z zaciekawieniem przedmioty

Michalina: mamo... chodź popatrzymy w krzakach tutaj...

ja: po co?

Michalina: przecież gdzieś musi być CIAŁO!


09:50, anulina
Link Komentarze (8) »
wtorek, 13 marca 2012
marzną rączki

sprzedaż jak sprzedaż. trzeba na bieżąco monitorować. jedna z butelek zaplanowana na miliony, schodzi słabeńko. marne kilkaset tysięcy. dzwonie do klienta A. nie należy do moich ulubionych. napisał nawet na mnie paszkwila do szefostwa :/ bo 'nie odbieram jego telefonów'. czyli nieprofesjonalna jestem. nic, że rozmawiam z nim 3 x dziennie. jesli nie odbiorę czwartego telefonu - od razu skarga. nie lubię dziada, ale oczywiście służbowo utrzymuję z nim poprawne stosunki

dzwonię więc do klienta A w sprawie butelki B

ja: no witam panie Piotrze, (i od razu przechodze do tematu, bo nie chce mi sie wymieniać grzeczności) co tam z butelką B? naplanowaliśmy, a idzie cieniutko

klient A: pani aniu, ano cieniutko. prosze jednak zwrócic uwagę na warunki pogodowe. zimno jest...

ja: no zimno

klient A: jak pani się pewnie orientuje w butelkę B lany jest pewien alkoholowy płyn

ja: zgadza się

klient A: płyn ten jest niewiele droższy od butelki... najdroższy to chyba jest kapsel...

ja: no...

klient A: otóż, pani aniu, ów płyn z owej butelki spożywany jest głównie w krzakach

ja: (mając świadomość funkcji fatycznej) mhm

klient A: w lutym jest zimno. spożycie tego płynu w krzakach z butelki nie jest najmilsze. z prostego powodu. MARZNĄ RĄCZKI
ale zapewniam panią, od przyszłego weekendu spożycie jaboli w krzakach dramatycznie wzrośnie. prosze sie nie martwić o sprzedaż. na tę grupę docelową możemy zawsze liczyć!


19:31, anulina
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 lutego 2012
rozmowa telefoniczna

dzwoni telefon stacjonarny. odbiera Michalina (lat 7)

jakaś babka: jest mama?

Michalina: nie ma. w pracy

jakaś babka: a tata?

Michalina: rozwiódł się z mamą i wyprowadził. nie ma


20:25, anulina
Link Komentarze (15) »
piątek, 06 stycznia 2012
dzieci gadają

rzucam Bamberce kawałek surowego mięsa, bo uwielbia

Micho: mamo, nie dawaj jej surowego mięsa!

ja: dlaczego?

Micho: bo można się zarazić groźną chorobą!

ja: tak? jaką?

Micho: no w mięśniach robaki można mieć... to jest ta... no... włoszczyzna!


...


Micho: mamo, co jesz? dziwnie pachnie

ja: kindziuk

Micho: mogę spróbować?

ja: (przeżuwając) z pieprzem

Michalina: dlaczego każesz Michałowi spieprzać?

Micho: no właśnie? ja tylko chciałem spróbować



10:41, anulina
Link Komentarze (7) »
piątek, 09 grudnia 2011
pedagogiczno-psychologicznie cd
aby zakończyć temat testów w poniżej nocie rzeczonej poradni, Micho pojechał raz jeszcze. wyszedł i szybko szybko do szkoły. na pytanie: co tam było? odpowiedział: a nic, jakieś rysunki tylko

wracając z pracy zawsze dzwonię do domu i gadam z Michałem. w tymże dniu zrobiłam to samo

ja: Micho, a co na tych testach było?

Micho: (ożywia się) mamo wiesz, musiałem narysować swoją rodzinę

ja: i kogo narysowałeś?

Micho: ciebie, Michalinę i siebie

ja: to super. coś jeszcze?

Micho: no, musiałem narysowac naszą rodzinę jako zwierzęta. narysowałem nas wszystkich jako koty

ja: to dobrze

Micho: (podniecony) mamo! ale najlepsze było drzewo! na drzewie, pod drzewem, dookoła drzewa i wszędzie no wiesz, były takie postacie narysowane. jakby gąbkowe wiesz?

ja: no wiem

Micho: jedne były uśmiechnięte, inne smutne, inne płakały. i miałem zaznaczyć moją rodzinę

ja: i co zaznaczyłeś?

Micho: ty byłaś nad drzewem, usmiechnięta. Michalina była na drzewie i wychylała się tak mocno, ratowała tatę który spadał z drzewa

ja: (???)

Micho: no wiesz, była postać która spadała. zaznaczyłem, że to tata

ja: (no super myślę sobie) a ty? jaką postać zaznaczyłeś, która symbolizowała ciebie?

Micho: pod drzewem, w kąciku była postać która bardzo płakała. taka malutka. zaznaczyłem, że to ja

ja: (no zajebiście!) Micho, a czemu tak zaznaczyłeś??

Micho: (zadowolony) bo ta postać mi się najbardziej podobała. była najładniej narysowana. miała takie fajne łzy!


jak mnie zamkną to podam adres pierdla





22:13, anulina
Link Komentarze (14) »
sobota, 03 grudnia 2011
pedagogiczno-psychologicznie
taaa w związku z Micha wyczynami w szkole we wrześniu - odurniające hormony zaczęły pracować - szkolna pani psycholog zaproponowała wizytę w rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej. wyczyny? pani z muzyki kazała ozdobić rysunkiem pierwszą stronę zeszytu. Micho napisał kredkami 'muzyka', pani uznała że trzeba jeszcze zrobić 'ozdoby'. Micho uznał, że nie trzeba. pani narysowała mu różowym długopisem kwiatki. Micho widząc różowe kwiatki w swoim zeszycie - wyrwał kartkę. wylądował na dywaniku pani psycholog. plus parę innych podobnych numerów. poszliśmy więc do poradni. Micho był negatywnie nastawiony, wiedział że wizyta ma związek z jego zachowaniem w szkole. na miejscu odmówił współpracy z panią psycholog, zrobił małą szopkę. pani psycholog umówiła kolejny termin. przeprowadziłam umoralniającą gadkę z Michem, następnym razem poszedł i grzecznie wypełnił wszystkie polecenia. potem ja miałam termin, na 'wywiad'. tymczasem zachowanie Micha w szkole, po wrześniowych jazdach, wróciło do normy

pani psycholog: kiedy ostatni raz rozmawiała pani z wychowawczynią?

ja: dzisiaj

pani psycholog: być może inni nauczyciele nie przekazują informacji?

ja: dziś rozmawiałam również z panią od polskiego, przyrody, angielskiego i plastyki

pani psycholog: i...?

ja: to samo. na lekcjach jest ok. oceny ok. zapomina czasem odrobić zadanie, bo nie zapisze. no i bardzo brzydko pisze

pani psycholog: no właśnie! stąd na pewno problemy z ortografią, pamięcią wzrokową

ja: (przerywam) z ortografii jest najlepszy w klasie

pani psycholog: (niedobrze, miała już ułożoną teorię a ja bezczelnie burzę klocki) tak... a matematyka...? problemy z liczeniem?

ja: jeśli ma to wyłącznie dlatego, że wszystko szybko. i robi durne błędy

pani psycholog: (nie daje za wygraną) mimo wszystko chcemy Michałowi pomóc... jeśli okaże się, że testy pedagogiczne wyjdą niepokojąco...

ja: moment. rozumiem, że w kwestii pedagogicznej martwić się mam zacząć dopiero w momencie kiedy moje dziecko zacznie mieć realne problemy z nauką w szkole?

pani psycholog: tak tak, oczywiście. bo wie pani. trzeba zrobić wszystko, aby nic nie przeoczyć...

ja: doskonale wiem. rozumiem, że po to tutaj przychodzimy aby nic nie przeoczyć...?

pani psycholog: no wie pani... to jest placówka publiczna... my tutaj stawiamy WSTĘPNĄ diagnozę. rodzicom jednak zawsze zależy na jej potwierdzeniu...

ja: ???

pani psycholog: (wyciąga komórę) podam pani numer do doktor iksińskiej. niesamowita terapeutka! warto skorzystać z jej wiedzy i doświadczenia. nawet prewencyjnie. na pewno nic nie przeoczy. podkreślam, to jest profesjonalistka. koszt wizyty też jest do przyjęcia (kuka na mnie. czy moje ciuchy z lumpeksu naprawdę aż tak dobrze się prezentują??) 170 zł za godzinną konsultację...

ja: (gapię się na babę i zastanawiam po jaką cholerę w ogóle tam szłam)

pani psycholog: dobro dziecka jest najważniejsze, prawda?


17:11, anulina
Link Komentarze (13) »
sobota, 26 listopada 2011
będąc młodym chirurgiem

pociąg relacji Warszawa-Poznań. siedzę w warsie, jak zawsze i pogryzam paluszki z sezamem. skubię je sobie całą drogę i czytam. dziś obok mnie 3 wolne miejsca

facet ok 50: przepraszam, czy możemy się dosiąść?

ja: proszę

siada obok mnie, a naprzeciwko zasiadają: babka, też ok 50 i chłopak ok 30. zerkam ukradkiem na każdego z osobna, ale nie zauważam oznak które by mnie zainteresowały. wracam więc do lektury. mija z 20 minut. moi współsiedzący nagle zaczynają wyciągać jakieś zdjęcia. przestaję czytać i próbuję zorientować się co i jak. pan ok 50 pokazuje zdjęcia wnuków bliźniaków. pani ok 50 wyjmuje zdjęcie wnuczki. chłopak ok 30 wyciąga dwa zdjęcia. na jednym jest niemowlę a na drugim może dwulatek. pierdu pierdu o dzieciaczkach rozmawiają. już mam wrócić do czytania, ale pani ok 50 pyta chłopaka ok 30

pani ok 50: a ty dużo czasu spędzasz z dziećmi? przecież taki zajęty jesteś...

chłopak ok 30: staram się czytać im zawsze po kilka minut. mam nadzieję, że niedługo same już będą czytały. ja czytałem sobie sam od trzeciego roku życia

uuuuuuu myślę sobie

pani ok 50: no, jeśli będą tak zdolne jak ty to na pewno szybko zaczną czytać

ja czytać przestaję i słucham. dowiaduję się, że chłopak jest chirurgiem, właśnie zdał jakiś tam ważny egzamin. musiał uczyć się dziennie na pamięć 300 stron. mówi, że teraz jest w szczytowej formie umysłowej. facet ok 50 jest również chirurgiem. babeczka była kiedyś jego instrumentariuszką. znowu schodzi na tematy rodzinne

chłopak: nie, ja z moją żoną to się ostatnio w ogóle nie dogaduję

pan i pani dopytują dlaczego

chłopak: ona to ma dopiero życie! po domu pochodzi, dzieci nakarmi, nic robić nie musi

(ja uszom nie wierzę. chłopak jest święcie wierzy w to, co mówi)

chłopak: (ciągnie) pracować nie musi. ma mnie

(w duchu wybucham gromkim śmiechem. śmieję się oczywiście z głupoty mądrego młodego chirurga)

chłopak: naprawdę mi jej szkoda. nie wie co ma. nie docenia

(kurwa jasna, myślę sobie)

chłopak: mówię jej, że inne kobiety muszą do pracy chodzić. a ona ma luksus. nie musi. ale ona swoje. nic nie rozumie po prostu

pan i pani kiwaja ze zrozumieniem głowami. no nie mogę!

chłopak: (tonem stuletniego mędrca) ale wiem, że zrozumie to po latach. zrozumie, że stworzyłem jej idealne warunki do życia a ona nie potrafiła ich docenić!

ja: (no nie wytrzymałam! cały czas patrze w książkę i mówię głośno) ta jasne, zrozumie. w chwili gdy za 10 lat wymienisz kurę domową na lepszy model

czuję, że cała trójka spogląda na mnie nagle w największym zdumieniu

ja: coś sie stało? (pytam tak, jakbym w ogóle nic wcześniej nie powiedziała) chodzi o książkę? camilla lackberg. dobra. ale czytałam już lepsze


01:40, anulina
Link Komentarze (8) »
piątek, 11 listopada 2011
HaeRówy
czyli panie HR

bo to chyba zawód okupowany głównie przez kobiety.  my kobiety jesteśmy wszak inteligentne i szybkie w ciętych ripostach. a taka HaeRówa jedna z drugą to muszą czasem wysilić zwoje mózgowe (jeśli pracownik również w ciemię bity nie jest), no a czasem to nawet mózgu włączać nie muszą, a biedny pracownik i tak wychodzi z mitinga poskładany

kumpela1 po rozmowie z HaeRówą

ja: i jak?

kumpela: z ulicy firma mnie wzięła

ja: ??

kumpela: no, na pysk dostałam tekst: 'z ulicy panią firma wzięła, a pani jeszcze ma takie wymagania??   powinna pani być dumna z możliwości pracy w TEJ firmie!'


kumpela2 po rozmowie z Haerówą

kumpela2: i ja jej mówię, że skoro zmieniam stanowisko to będę miała więcej obowiązków czyli  rozumiem że kasy też więcej. i dorzuciłam pare stów do mojej obecnej, marnej pensji, a ona: pani Ewo, pani wymagania finansowe znacznie przekraczają możliwości firmy. informuję panią, że zależy nam na pracowniku lokalnym. dumnym, że może pracować w tej firmie.

ja: nie powiedziała, że wynagrodzeniem za prace ma być po prostu twoje uczucie dumy?

kumpela2: prawie. dodała, jeszcze: 'my tutaj śmietanki pracowników nie chcemy'

ja: czyli śmietanką nie jesteś...

kumpela2: na 100 procent nie. poczułam się jak... maślanka


i jeszcze z zasad do przestrzegania. również po pracy...




09:15, anulina
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 29
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze




web tracker



Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl