|
sobota, 25 lipca 2009
uświadamianie dziecka
zaczęło sie od niewinnych wieczornych opowieści i pytania Micha Micho: mamo, a ile razy byłaś w szpitalu? ja: (wyliczam od początku: wyrostek, zatoki - jakieś płukanie czy co, i dwie cesarki czyli przecinanie brzucha w celu wydobycia nowych obywateli. i na końcu noga) płynnie przechodzimy do rozmowy o współczesnej medycynie, jak to fajnie że teraz są lekarze szpitale leki i takie tam tratata Micho: mamo, ale jak kiedys nie było lekarzy i operacji to kobiety same sobie przecinały brzuchy, wyciągały dzieci i zaszywały?? ja: Micho, dzieci normalnie nie rodzą się przez przeciętą dziurę w brzuchu... Micho: (oczy jak talary) a jak?? przecież masz blizny na brzuchu? ja: dzieci normalnie rodza się... narządami rodnymi to jest njus. Micho wstaje, choć już leżal i prawie zasypiał Micho: to mam dwa pytania: dlaczego ja i Michalina wyszliśmy z przeciętego brzucha i drugie... gdzie masz te narządy rodne?? ja: (przez dłuższą chwile tłumaczę, że ułożyły sie w moim brzuchu głową w górę i dlatego musieli mi przeciąć brzuch. buduje rozbudowane zdania licząc, że Micho o coś zahaczy i cichaczem odpłyniemy od kwestii konkretnego umiejscowienia narządów rodnych. ok, jesli dowie sie o tym za pół roku to nic sie przecież nie stanie ;) niestety, temat narządów rodnych powraca niczym bumerang Micho: mamo, a te narządy rodne? którędy normalnie rodzi sie to dziecko? ja: (rozważam terminologie, której powinnam użyć. mam ułatwiona sprawę, bo Micho ma siostrę i wie pi razy oko jak siostra wygląda i że ma 'pusie' i od niej zaczynam...) Micho: pusią?? jezu to dziecko musi śmierdziec jak się rodzi! tamtedy sie robi siku! ja: Micho, siku robi się cewka moczową, ona jest wyżej. a narządy rodne niżej Micho: (ewidentnie zafascynowany) mamo, to jeszcze gorzej! dziecko jest całe w kupie... ble... ja: (nosz jak tu wytlumaczyc dziecku po ludzku...) Micho, do robienia kupy jest odbyt (swoją drogą uwielbiam to slowo ;) Micho: (nieśmiało) on jest tutaj w tyłku, tak? ja: (no tak czyli musze potwierdzić) tak Micho: (przyjął, że te narządy rodne są gdzieś pomiędzy siku i kupa, uznaje temat za zakończony, ale...) mamo, ty nie rodziłaś narządami rodnymi, nie? ja: mhm, mialam dwie cesarki Micho: (eureka) mamo! to twoje narządy rodne są w ogóle nie używane!
środa, 03 czerwca 2009
połyk
zabawa w zadawanie pytań bardzo wciąga dzieci. pytania są z życia wzięte. na przykład: w jakiej temperaturze wrze woda? (to dla Micha) w jakim mieście mieszkasz? (to dla Michaliny i wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe, bo usłyszałam ostatnio odpowiedź: w Polsce!) tego wieczoru Michalina chciała pytania o maleńkich dzieciach. no więc zaczęłam od pytania jak długo dzidziuś jest w brzuszku? Michalina już pamiętała, że 9 miesięcy. kolejne pytanie brzmiało jak to sie dzieje, że dzidziuś nagle w tym brzuszku sie pojawia. zgodnie z poprzednimi moimi historyjkami, prawidłowa odpowiedź miała brzmieć: mamusia i tatuś się przytulają mocno i gotowe. a usłyszałam: Michalinka: mamusia i tatuś się przytulają. potem tatuś wkłada mamusi ziarenko do brzuszka ja: super! bardzo dobrze (i już zamykam temat zapłodnienia, gdy nagle) Michalinka: mamo, a jak tatuś to ziarenko wkłada? ja: a jak myślisz? Michalinka: już wiem! mama to ziarenko połyka i już jest w brzuszku!
sobota, 30 maja 2009
pani poniekąd
wybraliśmy sie jakiś czas temu na tzw 'klabing'. bawi mnie to słowo. pamietam, że po złamaniu nogi umówiłam sie z kumpelami na rynku. ja o kulach, druga kumpela co chwile zmieniała okulary i brakowało tylko, żeby trzecia kumpela była niesłysząca. to był kalbing roku. ja mogłam przebywac tylko tam, gdzie do toalety nie było schodów. moja kumpela, ta od okularów, nie trawi głośnych knajp, bo ją 'uszy bolą'. krótko mówiąc doborowe towarzystwo klabingowe. ale wracam do klabingu, o którym zaczełam. w pierwszej knajpie była tzw. selekcjonerka i prawie nie weszlismy. ale weszliśmy. a w drugiej spotkałam właśnie panią poniekąd. mieliśmy jeszcze iśc do knajpy trzeciej, a potem czwartej ale w drugiej było piknie więc zostaliśmy do rana. nie wiem czy można w ogóle to doświadczenie nazwać dumnie klabingiem niemniej jednak nastąpiła zmiana klubów? nastąpiła. klabing więc był. (teskty klub i klabing naprawde są pocieszne) wchodzimy do klubu. zaskakują nas pustki. ostatnim razem klub był zatłoczony maksymalnie. ide do toalety. zaczepia mnie jakas laska laska: ej, nie wiesz czemu tu jest dzisiaj tak pusto? ja: nie mam pojęcia nagle z toalety wychodzi jakaś laska, która wygląda tak jakby spoźniła sie na autobus na dyske do Manieczek laska a la Manieczki: ej dziewczyny, ja poniekąd wszystko wiem. otóż właścicielka tego klubu poniekąd otworzyła ten drugi klub, na dole. i poniekąd wszyscy sie tam przenieśli. ja jestem poniekąd rezydentką tego klubu. i wiecie (z dumą) znam poniekąd męża włascicielki tego klubu, Macieja... ja: (na oczy nie widziałam Macieja. ba, nie miałam nawet pojęcia o jego istnieniu. do teraz) łał! znasz Macieja??!! TEGO Macieja??!! laska a la Manieczki: tak, znam TEGO Macieja. poniekąd. i powiem wam, że wakacje będa straszne... ja: ??? laska a la Manieczki: to ty nic nie wiesz??!! ten klub ma być poniekąd zamknięty w czasie wakacji! i to jest poniekąd wielka tragedia!!
wtorek, 05 maja 2009
wqrwienie i kupa
jest pewna grupa blogów, których autorzy często są wqrwieni. na co dzień pewnie nie, ale jak już zaloguja sie na blogasa to przypominają sobie tylko wqrwiające momenty swego bytu. tu im pryszcz wylazł, tam komóra padła przed wysłaniem ważnego smsa i tego typu codzienne tragedyjki a mi co? - huczą opony w aucie i jeżdże prawie czołgiem. jakieś palanty podmieniły mi opony letnie w warsztacie albo nie wiem gdzie - lakier do paznokci mi sie zbrylił! uwierzycie?! stał normalnie dwa lata na półce, nagle ja chce go użyć a on jak kamień. chamstwo - dzieci użyły mojej gazetki z promocjami z tesko jako poligonu ćwiczebnego dla nożyczek, a ojciec-moich-dzieci gazetką z lidla wyścielił kubeł na śmieci. tera wszystko z promocji mi wykupią i jeszcze rozmowa zupełnie świeżutka, bo dzisiejsza godz 8.30. jestem jak zwykle w aucie. jakieś 80 km od domu i cały czas sie oddalam. dzwoni telefon. widze, że przedszkole. odbieram w nerwach babka w słuchawce: pani ...ska? ja: tak. coś się stało? babka w słuchawce: tak. Michalinka zrobiła kupę (i dosadniej) w majtki ja: (każdy przecież kiedyś zrobił kupe w majtki więc samo zrobienie kupy w majtki to jeszcze nie jest powód żeby dzwonić do rodziców. jak mój brat zrobił kupe w majtki w przedszkolu to nikomu nie przyszło do głowy, żeby dzwonic na komórke do mojej mamy. fakt, nie było komórek. ale wyobrażacie sobie, że pani przedszkolanka dzwoni na centrale do firmy gdzie pracowała moja mama, przechodzi cały proces przełączania i informuje rodzica, że syn zrobil kupę w majtki??) w majtki? (pytam w końcu, lekko opanowawszy strumień świadomości, który mnie zalał przez te kupe w majtkach) babka w słuchawce: tak. w majtki ja: dobrze. to już ustaliłyśmy. a czy mogłaby pani ją po prostu przebrać w ciuszki, które ma w worku w szatni? babka w słuchawce: dobrze. to ja ją przebiorę. do widzenia
niedziela, 03 maja 2009
pogadali
naroiło sie dzieci w sąsiedztwie. Michalina bawi sie z Łukaszem. chłopiec w jej wieku, ale jak to faceci - nie bardzo jeszcze dojrzał do poważnego wieku ponad czterolatka Łukasz przyniósł coś i nie chce pokazać Michalinie. ona zabiega, a on chowa. w końcu Michalina przylatuje do mnie z płaczem Michalina: mamo, on zrobil mi przykrość! nie chce pokazać co tam ma! (i buczy nieszczęśliwa) ja: powiedz, że cie to nie interesuje Michalina: (podchodzi do Łukasza) nie interesuje mnie to Łukasz: (natychmiast wyciaga z ukrycia kawałek blaszki) Michalina: nie interesuje mnie to! Łukasz: (zaczyna płakać) a mnie nie intejesiujom twoje pjoblemy! Michalina: ja nie mam problemów Łukasz: aje moja mama ma! i tata jej mówi:nie intejesiujom mnie twoje pjoblemy!
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
ozdoba
jeśli jesteś rodzicem dziecka, które niechętnie siada do jedzenia to możesz wypróbować poniższego. z Michaliną działa super aby system zadziałał muszą być spełnione dwa warunki. pierwszy: dziecko musi być głodne. mówimy zdecydowane NIE karmieniu dzieci na siłę (bo mama sie cieszy jak jedzenie znika w dziecku ;) drugi warunek - dziecko musi lubić to co akurat chcesz, żeby zjadło przygotowanie: mówisz dziecku, że czas na kolacje. dziecko jak zwykle mówi, że nie będzie jadło, nie jest głodne, chce tylko nutelle, gume mambe albo ewentualnie lizaka. nie zrażasz sie w tym momencie, bo masz w zanadrzu ekstra fortel wykonanie: wyjmujesz to, co chcesz żeby dziecko zjadło. posłużę sie tutaj przykładem z życia wziętym ;) dzis wieczorem chciałam, aby Michalina zjadła chleb z kiełbaską. pyszna kiełbaska, samo mięsko, podwędzana. wiem, ze Michalina to naprawde lubi. oczywiście odmowiła i chciała tylko dziubnąć dwa kęsy chleba z masłem fortel właściwy: kroję kiełbaskę na plasterki, układam na talerzyku w zgrabne kółeczko i mówię (to jest sedno!): to jest nasza ozdoba. tylko jej nie ruszaj, pamietaj. Michalina natychmiast chce zrobic na przekór ;) mamo, tylko jeden plasterek zjem... po czym, nie czekając na zgodę z wieży pakuje do buzi, pogryza chlebem. i git. przypominam jej, ze nie może mi zbeszcześcic ozdoby i już ma nie ruszać. ona, że ok ale tylko jeszcze jeden. i tak sie troche przekomarzamy, ona w końcu pochłania całą ozdobe. gada przy tym troche, że kielbasa to nie jest ozdoba i że coś mi sie pomyliło. najważniejszy jednak jest sam cel, który został perfekcyjnie osiagnięty i uświęcił nam środek, w tym przypadku gadanie głupot o ozdobnej kiełbasie powodzenia! i dajcie znać czy działa u was ;)
niedziela, 05 kwietnia 2009
definicje
wieczorem bawimy sie z Michem w zadawanie pytań. uwielbiam słuchać jego odpowiedzi faktura ja: Micho, co to jest faktura? Micho: taki... ważny dokument ja: ale jaki dokument? Micho: można na przykład wystawić fakture ja: można. ale po co sie wystawia? Micho: (myśli chwile) już wiem! żeby wysłać faksem! ja: a co to jest fax? Micho: nie wiem. ale to jest nieważne, bo pytałaś mamo o fakture negocjacje ja: Micho, a co to są negocjacje? Micho: to są spotkania z klientami ja: a po co? Micho: żeby na przykład coś zjeść... albo rozmawiać ja: o czym? Micho: o pracy ja: czyli co to są w końcu te negocjacje? Micho: spotykanie sie, jedzenie i rozmawianie na przykład o cenie. a potem mówienie, że to były ważne negocjacje
czwartek, 26 marca 2009
szukanie skarbu
wracam z wywiadówki. wieczorem opowiadam Michowi ja: i pani powiedziała, że w maju jedziecie na wycieczke. bedziecie szukać skarbu Micho: łe tam ja: ja uwielbiam szukanie skarbu! Micho: mamo, nie ma żadnego skarbu. oni po prostu ukrywają mapy. potem znowu mapa. i następna mapa. mamo, to jest tylko rozwijanie wyobraźni
sobota, 21 marca 2009
wyprowadzka
Michalina (lat 4 z hakiem): mamo, a ty mnie kochasz? ja: oczywiście Michalina: mamo, a fajnie sie mieszka? ja: ??? Michalina: (podkówka i w płacz) mamo, a ja sie nie chce wyprowadzać!! ja: co?? Michalina: bo pani w przedszkolu powiedziała, że dzieci sie wyprowadzają od rodziców, a ja sie nie chce z tego domu wyprowadzać!! ja: (tłumacze co i jak i przeganiam widmo rychłej wyprowadzki) Michalina: (troche uspokojona, ale jeszcze z obawami z innej beczki) mamo, a ty zawsze bedziesz moją mamą? ja: oczywiście Michalina: to dobrze. bo myślałam, że jak ja urosnę to mi sie mama też wymieni
niedziela, 15 marca 2009
|
O autorze
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||